¦PIJ SUKINSYNU

 

(wchodzi lekarz i na statywie wiesza napis "Poradnia dla nerwowo chorych", ale napis cały czas się przekrzywia, co on poprawi to się przekrzywi, w końcu nie wytrzymuje i zrywa w szale napis i go depcze, uspokaja się i woła)

Lekarz - Siostro, jest ktoś do mnie?
Siostra - Tak, pan Napoleon i jakiś nowy.
Lekarz - Nie! Znowu Napoleon! Nie dzisiaj! Niech siostra przestraszy go i powie mu, że przyjmuje tylko profesor Wellington i Dr. Kutuzow.
Siostra - Spróbuję. (do Napoleona za kulisami) Goń się gościu! Pal gumę chłopcze! (do doktora) Zrozumiał.
Lekarz - A ten drugi? Nie da się go jakoś spławić?
Siostra - Widać, że ma problemy. Myślę, że on potrzebuje pana pomocy.
Lekarz - Pomocy, pomocy! A mi KTO pomoże, ja też mam swoje problemy!
Siostra - Doktorze, to pana zawód i za przeproszeniem zasrany obowiązek.
Lekarz - Skoro zasrany, to dawaj go pani.
Siostra - No idĽ pan. Kieruj sie pan na to białe.
(wchodzi wystraszony gość, rozbiegany wzrok, rozgląda się)
Pacjent - Jesteśmy sami?
Lekarz - Tak.
Pacjent - (pokazując na widownię) A ci?
Lekarz - To fototapeta...wodospad mi się znudził, poza tym pacjenci narzekali, za głośno szumiał. Słucham Pana.
Pacjent - Mam kłopoty...
Lekarz - (podniesionym, zniecierpliwionym głosem) A jak pan myśli?A ja co mam, sielankę! Nie? (siostra zza kulis: Doktorze, to pana zawód i za przeproszeniem zasrany obowiązek) No dobrze - siadaj pan... (rzuca mu krzesło, siostra: Zasrany obowiązek, lekarz mówi łągodnym, ciepłym głosem) Niech pan siada. (pacjent siada) W czym mogę pomóc?
Pacjent - Jestem nerwowy. Wynika to chyba z lęku.
Lekarz - Z lęku przed czym?
Pacjent - Nie jestem pewien...
Lekarz - (przedrzeĽnia go) Nie jestem pewien... A kto ma być pewien - Ja?!
Pacjent - Chyba tak. Jest pan psychiatrą to pana zawód...
Lekarz - I zasrany obowiązek, wiem. Wprowadzę pana w hipnozę, dzięki niej lepiej poznamy pana problem... Proszę się rozluĽnić... Proszę zamknąć oczy... leży pan na łące. Jest pan spokojny... Gdzieś tu było moje wahadełko uspokajające. Cholera!!! Gdzie ono jest. Niech pan leży na łące i nigdzie się nie rusza. Ta pielęgniarka zawsze coś mi poprzestawia! Co ona tu robi, przecież ona jest chora psychicznie. (schodzi za kulisy słychać rumor) Do jasnej cholery gdzie jest wahadełko?! A, mam w kieszeni. Przepraszam, na czym skończyliśmy? (macha wahadełkiem zrobionym z jaja z niespodzianką)
Pacjent - Leżę na łące.
Lekarz - Nie, nie. Jest pan w moim gabinecie.
Pacjent - Pan mówił, że leżę na łące.
Lekarz - Aha tak, hipnoza. Tak, tak leży pan łące, a pańskie problemy są gdzie?
Pacjent - Ze mną.
Lekarz - Nie nie pańskie problemy są daleko.
Pacjent - Aha to dobrze.
Lekarz - Czy jest pan już zrelaksowany?
Pacjent - Nie wiem.
Lekarz - Wie pan moja rola ogranicza się do terapii, pan też musi z siebie coś dać. A kto ma wiedzieć?! Ja? Ja?! Wszystko na mnie tak?
Pacjent - Doktorze! Niech się pan nie denerwuje. Już jestem zrelaksowany!
Lekarz - Aha, aha już dobrze. Mam tylko prośbę. Żeby uwagi na temat moich nerwów zachował pan dla siebie. No! Niech pan się skupi na wahadełku: jest panu dobrze, a przede wszystkim czuje się pan bezpiecznie, chce się panu spać, zasypia pan.
Pacjent - Nie chce mi się spać.
Lekarz - Chce się panu spać tylko pan tego nie czuje. Proszę się nie rozpraszać, bez hipnozy dalej nie pojedziemy... pana lewa ręka staję się ciężka - tak?... druga ręka też staje się ciężka - tak?... trzecia ręka też staje się ciężka - tak?...
Pacjent - Przepraszam, ale ja nie mam trzeciej ręki.
Lekarz - Nie ma pan?!! (łyka tabletkę) Człowieku daj mi pracować!!! I co, mam wszystko zaczynać od nowa! O nie!!! Zamknij się i śpij!!! Każdy z tego gabinetu ma wychodzić spokojny, ale pan mi nie daje szans. Daj mi pracować. Chcę ci pomóc!!!
Pacjent - Ale...
Lekarz - Nie ma żadnych ale! Masz spać (bierze do ręki podręcznik psychologii) Widzisz? Tu jest przed hipnozą. Pacjent stoi.
Pacjent - A lekarz się uśmiecha.
Lekarz - Ha ha ha ha!!!!!!! Na tym obrazku lekarz robi hipnozę a pacjent co robi? ¦PI!!! A pan zdaje się nic z tego nie rozumie. Ma pan spać!!! (mówi i wali pacjenta w łeb podręcznikiem do psychologii, pacjent traci przytomność) Dziękuję. Nareszcie pan współpracuje. To bardzo pomoże terapii. Teraz będzie pan odpowiadał na moje pytania. Co pana niepokoi? (chwilę nasłuchuje i nic nie słyszy) Nie słyszę czyli - nic!? Czy ma pan jakiś problem, który pana gnębi? - nie! No. Terapia zakończona. Teraz policzę do trzech i obudzisz się. Raz dwa trzy... Co? Stawiamy się? Cztery pięć sześć. OK. Nie ma problemu. W takim razie klasnę i obudzi się pan. (klaszcze ale i to na nic, w końcu mówi) OK. Kiedy zrzucę pana z krzesełka i obudzi się pan (no i w końcu budzi się a lekarz mówi) Może pana trochę boleć głowa. Po hipnozie to częste.
Pacjent - Gdzie ja jestem? Co tu się stało... Jak ja...? Kim pan...?
Lekarz - Nie pamieta pan?
Pacjent - Nie, ja nic nie pamiętam, o Boże...
Lekarz - Niczego pan nie pamieta? (pokazuje książkę, którą trzyma w dłoni) To... panu wypadło. (zdejmje fartuch pospiesznie) I fartuch, rzucił się na mnie wie pan? (oddaje pacjentowi fartuch) Jest pan psychiatrą.
Pacjent - Ale ja nie chcę leczyć wariatów.
Lekarz - Trudno proszę pana, to pana zawód i za przeproszeniem zasrany obowiązek.

 

KONIEC

 

autor - Dariusz Kamys

 

 

 

 

 

stronę opracowali: Aśka Kołaczkowska i Michał Włodarczyk